Jeeee! Tak jak w powyżej POWRACAM! hahaha
W końcu skończyło się poprawianie i te całe końcowe gówna...
Już jest spokojnie i jestem w pełni gotowa do nadrobienia wszystkiego!
Dzisiaj już się wzięłam za pisanie kolejnej części Os i może zacznę już rozdział. Jutro mam wolne, więc jutro wieczorem postaram się coś dodać :)
Mam nadzieje, że czekaliście wytrwale i nie jesteście źli za tak długą przerwę!
Do zobaczenia!
czwartek, 4 czerwca 2015
czwartek, 14 maja 2015
One Shot
Moi drodzy!
Przesyłam wam informację, że kolejna część OS i kolejny rozdział na pewno nie pojawią się w najbliższym czasie. Mam teraz bardzo dużo sprawdzianów i projektów do zrobienia zważywszy na to że zbliża się koniec roku. Podejrzewam, że większość z was musi teraz piłować, żeby wyjść z dobrymi ocenami. Na pewno nic się nie pojawi do końca tego i przyszłego tygodnia, a nie wiem jak z ostatnim tygodniem maja. W każdym bądź razie mam nadzieję, że nie będziecie źli czy coś. :)
Do zobaczenia za nie wiadomo kiedy i bardzo przepraszam za te wszystkie problemy. :C
huhuhu... Ale wyszło poważnie, elegancko i profesjonalnie :D hahahaha BARDZO WASZ PRZEPRASZAM MISIAKI MOJE <3
wtorek, 5 maja 2015
One Shot "Remember me" cz. IV
Siedziałem na ławce przed szpitalem i tępo patrzałem się
przed siebie. Cały czas w głowie rozbrzmiewały mi jej słowa – Kim ty jesteś? Kim ty jesteś? Kim ty jesteś?
– Ona mnie nie pamiętała.
- C-co? – zapytałem
się zdziwiony, a mój głos zaczął się łamać.
- Kim jesteś? –
powtórzyła szeptem.
- Skarbie.. Błagam
n-nie… - poczułem palące łzy w oczach –Ja mam na
imię Leon i jestem… jestem… - nie dałem rady – Przepraszam.. – odpowiedziałem
szeptem, a po moim policzku spłynęła łza. Odwróciłem się szybko i opuściłem
sale.
- Leon! – usłyszałem
Germana.. Nie chciałem z nikim rozmawiać, dlatego jeszcze szybciej opuściłem
szpital.
Gdy w myślach odtworzył mi się tamten moment, po prostu
zakryłem twarz dłońmi i płakałem. Moja Viola mnie nie pamiętała.. Nie pamiętała
o naszej miłości, o naszej przyjaźni, o tym jak pierwszy raz ją spotkałem, o
tym jak pierwszy raz ją pocałowałem. Nie pamiętała niczego.. To jest coś
strasznego. Patrzeć na osobę, która jeszcze kilka dni temu mówiła ci jak bardzo
cię kocha, jak w jej oczach dostrzegałeś ogromne szczęście, miłość, a w twoich
ramionach czuła bezpieczeństwo. Nie
pamięta nic.. Kompletna pustka.
- Leon… - obok mnie usiadła Lou. Dla niej też to było
trudne. Bardzo się przyjaźnią z Violą i są dla siebie jak siostry, których w
tej chwili Viola nie pamięta – Powinieneś być teraz z Violą. Nie chce nikogo
słuchać i jest podenerwowana. Nie wie co się dzieje.. Proszę cię idź do niej..
ona cię potrzebuje..
- Jak mnie potrzebuje skoro do cholery nic nie pamięta! –
uniosłem głos – Przepraszam.. Po prostu tak nie miało być.. ja nie mogę jej
stracić..
- Więc nie pozwól.. – szepnęła. Patrzałem na nią chwilę, a
ona posłała mi lekki uśmiech.
*
Stanąłem przed jej drzwiami niepewny czy wejść do środka. Patrzałem
się w drzwi, jak ostatni idiota i wstrzymałem oddech. Zamknąłem oczy i wziąłem
jeden, głęboki, uspokajający wdech. Chwyciłem klamkę i nacisnąłem ją. Szybko
wparowałem do środka, ale zastygłem w bezruchu, gdy Viola na mnie spojrzała.
- J-ja..Emm.. – odchrząknąłem i odwróciłem się z zamiarem
wyjścia. Przymknąłem powieki, gdy usłyszałem jej cichy głos.
- Leon, proszę… - po kilku sekundach odwróciłem się w jej
stronę. Zamknąłem powoli drzwi i stałem tam ze spuszczonym wzrokiem. Spojrzałem na nią niepewnie, a ona delikatnie
się uśmiechnęła. Wziąłem głęboki wdech i usiadłem przy jej łóżku.
- Viola ja..J-ja.. Cholera nie wiem co powiedzieć –
schowałem twarz w dłonie.
- Prawdę.. – szepnęła. Spojrzałem prosto w jej czekoladowe
oczy.
- Jestem twoim
narzeczonym – mój głos był cichy i drżał. Viola zrobiła większe oczy i
wstrzymała oddech. Uniosła rękę, na której widniał pierścionek zaręczynowy.
- O mój boże.. – szepnęła. Teraz się już nie wycofam. Powiem
wszystko..
- Znamy się już 5, a właściwie 6 lat. Za dwa miesiące
miną 6 lat znajomości.. Oświadczyłem ci
się w twoje urodziny…
- Ostatnie co pamiętam to to, że razem z tatą mieliśmy
wyjechać z Madrytu i wrócić do Buenos Aires – szepnęła łamiącym się głosem – A
teraz nagle budzę się i widzę w około siebie ludzi, których nie znam, jestem
zaręczona..- zauważyłem, że w jej oczach zaczynają się zbierać łzy, a głos
drży.
- Hej.. – złapałem jej dłoń i delikatnie jeździłem kciukiem
po jej powierzchni – Pomogę ci.. Poradzimy sobie.. Kocham cię, jak jakiś wariat
i nie pozwolę ci się załamać. Byłem przy tobie od samego początku i nadal będę
– uśmiechnąłem się, a ona odwzajemniła mój gest ze łzami w oczach.
- Dziękuje.. –szepnęła – Nie wiem dlaczego, ale wydajesz mi
się taki bliski, a jednocześnie tak bardzo daleki..
- Jakoś to naprawimy – splątałem nasze palce, a Viola
przeniosła wzrok na nasze splecione dłonie i po kilku sekundach delikatnie się
uśmiechnęła i mocniej ścisnęła moją dłoń.
Po tygodniu lekarze pozwolili jej wrócić do domu. Zatrzymałem
się przed naszym mieszkaniem i wysiałem szybko z auta. Stanąłem przed drzwiami
Violi i pomogłem jej wysiąść z auta. Wziąłem jej torbę i nie pewnie wyciągnąłem
w jej stronę rękę. Nie patrzałem się w jej oczy tylko tępo wpatrywałem się w
moją dłoń z zaciśniętymi ustami. Po chwili chwyciła moją dłoń i ścisnęła lekko.
Spojrzałem w jej oczy z wyraźną ulgą uśmiechnąłem się. Otworzyłem przed nią
drzwi i wpuściłem ją pierwszą. Weszła niepewnie i zaczęła się rozglądać po
wnętrzu. Przeszła przez salon i skręciła o kuchni. Poszedłem za nią ze
zmarszczonymi brwiami. Stanąłem w drzwiach kuchni i patrzyłem na jej
poczynania. Przejechała dłonią po blacie i stanęła po chwili w miejscu.
Wyciągnęła rękę w górę i otworzyła szafkę ze szklankami. Wyciągnęła jedną i
zamknęła szafkę, a następnie przeszła kawałek i wyciągnęła z dolnej szafki
wodę. Uniosłem o góry brwi ze zdziwienia. Nalała sobie wody do szklaki i
wpatrywała się w nią.
- Nie wiem skąd o tym wiem.. Widzę ten dom pierwszy raz, a
czuje jakbym tu mieszkała od wieków.. – szepnęła.
- Mieszkamy tu razem od 3 lat… - oparłem się o framugę i
przyglądałem się jej – Czyli coś ci się przypomina. Jakieś drobne rzeczy,
czyny..
- Tak.. Chyba masz rację – lekko się do mnie uśmiechnęła –
Nalać ci też? – zapytała niepewnie, a ja pokręciłem głową nadal się w nią
wpatrując.
- Emm.. Gdzie jest mój pokój? – zapytała po dłuższej chwili
ciszy.
- Pokażę ci – lekko się uśmiechnąłem i ruszyłem w stronę
sypialni. Co chwila się oglądałem czy aby na pewno idzie za mną. Weszliśmy na
górę i stanąłem przed drzwiami sypialni. Otworzyłem drzwi i przepuściłem ją przodem.
- To jest nasza sypialnia – szepnąłem – Jeśli jesteś
zmęczona to możemy się położyć i..
- Posłuchaj – przerwała mi cicho – J-ja nie.. – zmarszczyłem
brwi – My n-nie… - spuściłem wzrok, gdy zrozumiałem o co jej chodzi.
- Emm.. Tak, pewnie, okej.
Prześpij się, tam masz łazienkę – wskazałem drzwi obok – A przez drzwi
przy oknie wejdziesz do garderoby.. – nie bardzo wiedziałem jak się zachować –
Ja będę spał na kanapie czy coś..
- Leon ja..
- Nie daj spokój –
uśmiechnąłem się do niej uspokajająco – jest wszystko w porządku – puściłem jej
oczko dla rozluźnienia i wyszedłem z pokoju. Zszedłem na dół i poszedłem w
kierunku kuchni. Wyjąłem z lodówki piwo, a po chwili namysłu wziąłem cały
czteropak. Rozsiadłem się na kanapie i włączyłem telewizor. Otworzyłem puszkę
piwa i w tym samym momencie usłyszałem jak Viola puszcza w łazience wodę.
Przymknąłem powieki i lekko się uśmiechnąłem, gdy w mojej głowie odtworzyły się
wspólne kąpiele. Zaraz ten uśmiech mi zszedł, bo bardzo zapragnąłem teraz być z
nią… Pragnąłem przytulić ją do siebie, zaśpiewać jej do snu, w łóżku ogrzać ją
własnym ciałem. Ale nie mogłem tego zrobić.. Nie mogłem bo ona mnie nie
pamięta. Ta myśl dobiła mnie jeszcze bardziej. Wypiłem puszkę piwa jednym
duszkiem i otworzyłem następną. Kilka kolejnych wypiłem w niecałą godzinę.
Wstałem z kanapy i podszedłem do barku. Otworzyłem szafkę z mocniejszym alkoholem
i wyciągnąłem butelkę whisky. Uniosłem ją i przechyliłem głowę. Przyglądałem
jej się z przymrużonymi powiekami i po chwili wzruszyłem ramionami. Położyłem ją
na blacie i wyjąłem szklankę. Otworzyłem butelkę i stałem z opartymi rękami o
blat, uważnie przyglądając się temu co naszykowałem. Westchnąłem i niepewnie
zalałem połowę szklanki alkoholem. Chwyciłem szklankę i jeszcze chwilę się na
nią patrzałem.
- Nie rób tego, proszę.. – usłyszałem szept i zastygłem w
bezruchu w połowie swojego czynu. Miałem już otwartą buzie i chciałem napić się
zawartości tej szklanki, ale powstrzymał mnie jej szept. Zamknąłem buzie i
odwróciłem się ze zmarszczonymi brwiami w jej kierunku.
- Dlaczego? – zapytałem głupio – chce mi się pić.. –
zrobiłem minę małego szczeniaczka. Wywinąłem dolną wargę układając ją w podkowę
i zrobiłem maślane oczka. Viola delikatnie się zaśmiała.
- Lubię twój śmiech i lubię jak to ja jestem jego powodem –
powiedziałem cicho lekko bełkotliwym tonem.
- Leon, nie powinieneś tyle pić.. – przyjrzała mi się uważnie
ze zmarszczonymi brwiami – Czy ty m-masz problem z alkoholem? – zapytała cicho
i niepewnie. Od razu rozjaśniło mi się w głowie i momentalnie wytrzeźwiałem.
- Nie, nie, nie, nie, nie – zacząłem szybko i zbliżyłem się
do niej. Patrzała na mnie niepewnie – J-ja.. Po prostu to jest dla mnie
cholernie ciężkie i martwię się strasznie o ciebie… - szepnąłem- to jest takie
odreagowanie i wiem, że jest niewłaściwe, ale to bardzo ale to bardzo rzadko
się zdarza, żebym po to sięgał. Musisz mi uwierzyć… - spojrzałem błagalnie w
jej oczy – Nie zrobię ci krzywy.. – szepnął.
- Wiem i jakoś czuje, że nie zrobisz mi krzywdy i nie ma się
czegoś bać. Już na samym początku jak widziałam, że sięgasz po piwo to coś
dziwnego poczułam.. Nie strach, raczej zmartwienie. Tak jak bym wiedziała, że
to nie oznacza jakiegoś niebezpieczeństwa, tylko jakiś nie wiem.. Problem?
Kłopot? Po prostu poczułam wtedy, że muszę do ciebie zejść i tak jakoś… Sama
nie wiem – zaśmiała się nerwowo i schowała twarz w dłonie. Uśmiechnąłem się i
chwyciłem delikatnie jej dłonie i odsunąłem od twarzy.
- Mógłbym cię przytulić? – zapytałem niepewnie.
- Pewnie, że tak – uśmiechnęła się przyjaźnie. Od razu
przyciągnąłem ją do siebie. Viola oplotła swoje ramiona wokół mojej talii i
ułożyła głowę na mojej klatce. Jedną ręką jeździłem po jej plecach, a drugą po
włosach i delikatnie ucałowałem czubek jej głowy.
- Tak bardzo za tobą tęskniłem – szepnąłem ledwo słyszalnie.
Viola mocniej się do mnie przytuliła. Delikatnie bujałem nami na boki i tak staliśmy
jakiś czas.
*
Rano obudziły mnie hałasy w kuchni. Otworzyłem oczy i
przeciągnąłem się na kanapie. Wszystkie kości mnie strasznie bolały. Spanie na
kanapie za każdym razem kończy się takim bólem. Wstałem i w samych bokserkach
pomaszerowałem do kuchni, po drodze ziewając i przeciągając się. Wszedłem do
kuchni i przetarłem zaspane oczy. Z uśmiechem na twarzy podszedłem do Violi i
objąłem ją od tyłu, a następnie pocałowałem w ramie.
- Cześć Koch… - Viola odskoczyła ode mnie jak oparzona i
rozszerzyła swoje oczy.
- Boże! – pisnęła – Wystraszyłeś mnie. Nie rób tak więcej –
mruknęła i wróciła do swoich czynności. Zmarszczyłem brwi i chciałem zadać jej
pytanie o co jej chodzi, ale od razu rozjaśniło mi się w głowie. No tak.. Ona
przecież nie pamięta, jak co rano ja albo ona tak się witaliśmy. Jak
obejmowałem ją w pasie i skradałem pocałunku. Jak specjalnie nauczyłem się
wstawać wcześniej od niej, żeby popatrzeć jak śpi i zrobić jej pyszne śniadanie
do łóżka. Jak każdego dnia pokazywałem jej, jak bardzo ją kocham. Ona tego nie
pamięta. Tak po prostu… I chociaż to cholernie boli i myśl, że może mnie już
nie pamiętać mnie zabija, to ja będę walczył. Jeśli zapomniała, że mnie kocha
to przeżyjemy wszystko od początku i znów będę mógł się w niej zakochać. Od
nowa…
- Tak, przepraszam.. To był głupi pomysł – potarłem kark.
- Czy mógłbyś się ubrać? – zapytała cicho tępo wpatrując się
w blat.
- Tak, jasne – mruknąłem i odwróciłem się na pięcie.
Ruszyłem do sypialni i po krótkim prysznicu i ubraniu się, wyszedłem z
sypialni. Zamarłem w połowie kroku i z szerokimi oczami wpatrywałem się w sylwetkę
Violi. Stała przed białymi drzwiami, znajdującymi się obok sypialni. Trzymała
klamkę i nacisnęła ją, ale drzwi nie ustąpiły.
- Leon co tam jest? – zapytała ze zmarszczonymi brwiami.
- Takie tam stare rzeczy… Nic ważnego.. – odpowiedziałem szybko.
- Dlaczego czuję, że tam jest coś ważnego..? – bardziej
stwierdziła niż zapytała.
- Nie przejmuj się tym.. – uśmiechnąłem się lekko w jej
kierunku – Chodźmy na śniadanie – przepuściłem ją przodem. Po kilku sekundach
ruszyła nadal ze zmarszczonymi brwiami. Odetchnąłem z ulgą, że dała spokój. Z
bólem odwróciłem się w stronę tych drzwi i wpatrywałem się w nie. Poczułem
lekkie pieczenie oczu i mocno zacząłem mrugać, żeby odgonić łzy. Odchrząknąłem
i ruszyłem na dół. Ona nie może się dowiedzieć. Bynajmniej nie teraz…
***
Wiem wiem wiem.. Pewnie jesteście wściekli, że tak długo nie dodawałam i że skończyłam w takim momencie i pewnie że krótki. PRZEPRASZAM :C Wiem zawaliłam, ale mam sporo teraz na tym moim głupim łbem i ledwo wiąże jeden koniec z drugim.. Nie powiem ciężko jest wszystkiego dopilnować i wgl robić wszystko na czas ale cóż ..
A co do OS to jak myślicie co kryje się za drzwiami??? Co Leon próbuje ukryć? :D huhu mówię wam będzie ciekawie. jeszcze może jedna albo ze dwie części i koniec OS i zacznę dodawać rozdziałki ^^
JESZCZE NIECAŁE 2 MIESIĄCE I WAKACJE !! JEEEEE <3
piątek, 1 maja 2015
One Shot
Wybaczcie, że nie dodaje, ale mam mało czasu na pisanie niestety :c
Postaram się w weekend dokończyć pisać czwartą część.
Jeszcze raz przepraszam za tak długi odstęp między częściami!!! :CCCC
Postaram się w weekend dokończyć pisać czwartą część.
Jeszcze raz przepraszam za tak długi odstęp między częściami!!! :CCCC
środa, 15 kwietnia 2015
One Shot "Remember me" cz. III
Stałem i patrzałem, jak wszyscy biegają na około Violi.
Lekarka przyłożyła do jej klatki respirator, a ciało Violi uniosło się ku
górze. Nic to nie dało i serce Violi nie pojęło pracy. Kolejny raz również
okazał się porażką. Gdy za trzecim razem nic się nie poprawiło lekarka odłożyła
na bok urządzenie i spojrzała w moją stronę. Pokręciła głową i wyszła z sali.
- Nie, proszę.. – szepnąłem łamiącym się głosem.
- Bardzo mi przykro – odpowiedziała cicho ze smutkiem w
oczach.
- Pani doktor! Coś się dzieje! – usłyszeliśmy krzyk z sali,
a ona wbiegła do środka, a ja zaraz za nią. Patrzałem na klatkę Violi, która
równomiernie unosiła się i opadała. Zaskoczony podniosłem wzrok na monitor,
który pokazywał jak serce Violi ponownie zaczęło bić.
- Widać dziewczyna się nie poddaje – uśmiechnęła się do mnie
lekarka. Po 15 minutach mogłem usiąść przy jej łóżku. Musieli jej zrobić
badania. Chwyciłem delikatnie jej dłoń, jak bym bał się, że mogę jej zrobić
krzywdę tym gestem. Przejechałem opuszkiem palca po wierzchu jej dłoń i dałem
upust łzom.
- Skarbie, tak się bałem, że cię straciłem… - zacząłem
łamiącym się głosem, a po moich policzkach zaczęły płynąć łzy – Błagam cię,
nigdy więcej nie rób mi takich numerów. Nie chcę cie stracić.. Za bardzo cię
kocham i nie poradzę sobie bez ciebie. Wiem, że jesteś zła, że wczoraj nie
przyszedłem, ale nigdy nie odpłacaj mi się takim czymś… Nie mogę bez ciebie
żyć, kochanie. Proszę cię, wróć do mnie… - szepnąłem i patrzałem się cały czas
na jej bladą twarz. Czekałem na jakiś cud, który i tak się nie pojawił. Nie
otrzymałem odpowiedzi i boje się, że mogę jej jeszcze nie otrzymać.
Siedziałem w ciszy kilka godziny. Przyszedł German, który
przed chwilą rozmawiał z lekarzem o jej stanie.
- Co powiedzieli? – zapytałem cicho i nadal wpatrywałem się
w Violę.
- Leon.. Posłuchaj, czasami tak jest, że ktoś może się nie
wybudzić ze śpiączki i…
- German nawet nie ośmielaj się tego mówić! – uniosłem głos
i gwałtownie wstałem z krzesełka – Violatta jest silna i na pewno się wybudzi!
Nie możesz mówić, że nie! Jesteś jej
ojcem do cholery! – wrzasnąłem.
- Panowie, co to za krzyki? – do Sali weszła pielęgniarka i
skarciła nas wzrokiem.
- Przepraszam, zdenerwowałem się i… - urwałem i wziąłem
uspokajający oddech – Pójdę się przewietrzyć.. – spojrzałem sroko na Germana i
wyminąłem pielęgniarkę. Wyszedłem na dwór i chodziłem w kółko przed wejściem do
szpitala. On nie mógł tak mówić.. Lekarz tak nie mógł mówić! Przecież ona się
wybudzi! Na pewno się obudzi! Nie mogą tracić nadziei! Drzwi gwałtownie się
otworzyły i wybiegł zdyszany i wystraszony German
- Leon, coś się dzieje z Violą – powiedział szybko i zniknął
w budynku. Od razu wbiegłem i niczym błyskawica znalazłem się przy jej sali.
Wszedłem do środa i zobaczyłem przy łóżku pielęgniarkę i lekarza. Jej serce
zaczęło szybciej bić, ale tylko troszkę, a jej powieki zaczęły drgać.
- Chyba się buzi – szepnął w moją stronę lekarz. Podszedłem
do niej i złapałem jej dłoń. W oczach mi stanęły łzy.
- Dalej, skarbie. Dasz radę, wiem, że jesteś silna… -
szepnąłem i delikatnie się uśmiechnąłem gdy otworzyła oczy. Tak dawno nie
widziałem jej pięknych, ciemnych oczu. Tak bardzo się za nimi stęskniłem.
Przymrużyła powieki i zamknęła je, a po chwili znów otworzyła i gdy
przyzwyczaiła się do światła, zaczęła się rozglądać po sali.
- Gdzie j-ja jestem? – szepnęła cicho, ochrypłym głosem.
- W szpitalu.. Ale już wszystko dobrze, kochanie… -
spojrzała na mnie, a ja nie mogłem się powstrzymać i wtuliłem się w nią
delikatnie.
- Tak się cieszę, że się obudziłaś… Bardzo cię kocham –
szepnąłem przez łzy. Ułożyłem dłonie na jej policzkach i delikatnie gładziłem
opuszkami palców. W jej oczach widziałem
dezorientacje, zaskoczenie…
- Co się stało? – zapytała niepewnie.
- Miałaś wypadek, skarbie… - odpowiedziałem. Chciałem ją
pocałować, ale pytanie jakie mi zadała zawaliło cały mój świat.
- Kim ty jesteś?
***
Huh! Ale się porobiło! Tak trochę chciałam was nastraszyć
ale cóż :D nie wiem czy tego się spodziewaliście czy nie xd Mam nadzieję, że Os
wam się podoba :) Wiem, że krótki, ale cóż :C Następny na pewno będzie
dłuższy! Będę go pisała przez dłuższy czas więc nie przeraźcie się jego
długością! :D Kurde na prawdę wyszedł krótki xd BARDZO BARDZO przepraszam! Ale nie za bardzo wiedziałam jak tutaj coś ciekawego napisać i rozwinąć cokolwiek xd obiecuje że następny bedzie długi długi! KOCHAM WAS <3
sobota, 4 kwietnia 2015
One Shot "Remember me" cz. II
Wieczorem wróciłem do domu, po kolejnym dniu w szpitalu. Nadal nic. Zero reakcji z jej strony. Poszedłem pod szybki, chłodny prysznic. Tak dla orzeźwienia. Wychodząc owinąłem swoje biodra ręcznikiem i wyszedłem z łazienki. Nie przejmowałem się tym, że zostawiam za sobą mokre ślady. Usłyszałem dzwonek mojego telefonu. Machnąłem ręką i ruszyłem się ubrać. Dwa kroki dalej zamarłem i zaprzestałem swoich ruchów. Podszedłem powoli do telefonu i chwyciłem go w rękę. Odblokowałem ekran i moim oczom ukazało się 5 nieodebranych połączeń od Germana, 2 od Fran i 2 od nieznanego numeru. Drżącymi rękoma wybrałem numer Germana. Bałem się usłyszeć, że coś jest nie tak z Violą. Że to jest... NIE! Przestań tak myśleć.
~Leon - usłyszałem głos Germana. Nie mogłem wydusić z siebie słowa. Cholernie się bałem - Leon dzwoniłem, ale nie odbierałeś. Angie też dzwoniła ze swojego..
- Czy coś się stało..? - zapytałem cicho.
- Chciałem się tylko zapytać jak z Violą? - z jednej strony odetchnąłem z ulgą...
- Nadal tak samo - ...a z drugiej czułem uścisk w klatce. Westchnąłem rozpaczliwie - Nie wiem dlaczego nadal się nie budzi.. - głos mi zadrżał i musiałem wziąć głęboki wdech. Tylko się teraz nie rozrycz!
- Zobaczysz ona z tego wyjdzie.. Wkrótce się obudzi, wiesz przecież jaka jest wytrzymała - łagodnie się zaśmiał, a mi nie było do śmiechu.
- Taa.. - mruknąłem - Musze kończyć. Jutro dowiem się więcej od lekarzy - nie czekając na odpowiedź z jego strony rozłączyłem się. Napisałem szybko sms'a do Fran, że stan Violi się nie zmienił.
Od Fran:
A z tobą wszystko w porządku?
Do Fran:
W jak najlepszym.
Nie chciałem z nikim rozmawiać. Ubrałem tylko bokserki i luźne dresy i zszedłem na dół. Wziąłem sobie z barku butelkę whisky i nalałem do szklanki. Zrobiłem dwa kroki, ale po dłuższym zastanowieniu, wziąłem butelkę ze sobą i usiadłem na kanapie przed telewizorem. Włączyłem jakiś mecz, który dopiero co się zaczął. Po jakiś dwóch godzinach butelka była opróżniona, a ja śmiałem się jak głupi. Wybuchłem nie kontrolowanym śmiechem gdy piłkarz się wywrócił udając faul. Zrobił to tak sztucznie, że na miejscu sędziego bym go wyśmiał tak, jak ja się śmieje z niego w tej chwili.
Usłyszałem dzwonek do drzwi i zmarszczyłem brwi spoglądając w tamtą stronę.
- Nikogo nie ma w domciu momciu - wrzasnąłem i zaśmiałem się - Z czego ja się do cholery śmieje?- wybuchłem śmiechem i usłyszałem kroki.
- Leon? Co ty robisz?! - obok mnie wyrosła Fran, a za nią Diego.
- Witaj Frytko klepko i Diguś miguś - oparłem głowę na ręce i uśmiechnąłem się do niech głupio. Francesca chwyciła butelkę i spojrzała na mnie z wyrzutem i wściekłością.
- Błagam cię! Nie mów, że wypiłeś całą butelkę! - wrzasnęła, a ja się zaśmiałem.
- Okej - wzruszyłem ramionami - Emm.. To krasnoludek imieniem Bubek, wypił calutką buteleczkę. Widać mu zasmakowała - zaśmiałem się ponownie, a Fran zrobiła się czerwona ze złości.
- Czy ciebie już do końca pogięło!? Jak masz zamiar jutro pojechać do Violi! Przecież będziesz miał takiego kaca, że nie wstaniesz z łóżka!
- To ją przywiozę tutaj - wzruszyłem ramionami. Chciałem wstać, oparłem się ręką o kanapę, ale ręka niespodziewanie zjechała z niej, a ja wylądowałem na ziemi. Zacząłem się śmiać i klepać ręką podłogę.
- Ładne masz butki Frytko - zachichotałem dotykając beżowych botków na korku.
- Diego, pomóż mi proszę go podnieść - poczułem po chwili uścisk na ramieniu.
- Diguś, sam umiem wstać - zaśmiałem się.
- Stary, ale od ciebie jedzie - mruknął, gdy byliśmy na równi.
- Wiesz, trochę mi nie dobrze.. - zmarszczyłem brwi, a zaraz zgiąłem się w pół i zwymiotowałem na podłogę.
- Ups.. Trochę się ulało.. - westchnąłem prostując się - Chce mi się spać... Głowa mnie boli.. - mruknąłem i oparłem się na jego ramieniu - Diguś, możemy nie mówić o tym Violi... Będzie zła, że zabrudziłem jej dywan.. - dokończyłem cicho i po chwili była już tylko ciemność.
***
Poczułem straszny ból głowy. Czułem się jak by mnie ciężarówka przejechała, jakieś kilka razy pod rząd.
- Ugh... - jęknąłem i próbowałem się ruszyć, ale to nic nie dało. W dodatku nic nie widziałem!
- Ciemno... Nic nie widzę! - powiedziałem przerażony.
- Może spróbuj otworzyć oczy? - usłyszałem jakiś głos. Uniosłem jedną powiekę, którą zaraz zamknąłem.
- Zgaś to słońce! - warknąłem głośno i od razu tego pożałowałem - Łeb mi pęka.. - jęknąłem niezadowolony.
- Gościu, marudzisz gorzej niż baba, jak ma okres - Diego zaśmiał się.
- Która godzina? - zapytałem nadal z zamkniętymi oczami. W ogóle co on tu robi?
- Dochodzi 13 .. - usłyszałem tą odpowiedź po kilku sekundach.
- Hmm.. 13 powiadasz... - mruknąłem. Zaraz! - Cholera! - szeroko otworzyłem oczy i nie przejmując się bólem głowy i lekkimi zawrotami, wstałem - Violetta! Szpital! Przecież powinienem być tam od kilku godzin! - wrzasnąłem i skrzywiłem się z bólu. Chciałem stanąć na równe nogi, ale Diego znów posadził mnie na łóżku.
- Nigdzie nie idziesz - warknął.
- Co?! Chyba cię..
- Śmierdzi od ciebie na kilometr! Wiesz jak się wczoraj schlałeś?! - był zły, to mało powiedziane.
- Ale muszę do niej iść...
- Nie! Nigdzie nie idziesz. Zresztą i tak by cię nie wpuścili, bo tak mocno od ciebie jedzie - zlustrował mnie wzrokiem i skrzywił się - German z Angie z nią siedzą, a później jeszcze Lu do niej pojedzie... - miałem ochotę dać sobie kopa w dupę. Jak ja mogłem do tego doprowadzić?! Wkurzony wszedłem do łazienki i wziąłem szybki prysznic. Ubrałem dresy i luźną czarną bluzkę, na krótki rękaw. Zszedłem na dół i wszedłem do kuchni. Moim oczom ukazała się wkurzona Francesca, która chodziła po kuchni i coś przygotowywała. Widać było jak mocno wkurzona była. Diego siedział przy wysepce i popijał jakiś napój. Kaszlnąłem sztucznie i wszedłem głębiej. Brunetka odwróciła się w moją stronę i posłała mi złowrogie spojrzenie. Otworzyłem szafkę z lekami i wziąłem tabletkę przeciw bólową. Nalałem wody do szklanki i wypiłem ją duszkiem, wraz z tabletką. Oczywiście przeciągałem to picie, gdyż nie chciałem się spotkać twarzą w twarz z wybuchającym wulkanem- czytaj Francesca- Wziąłem wdech i schowałem twarz w moich dłoniach, mocno zaciskając oczy. Odwróciłem się w jej stronę, nadal trwając z dłońmi przy twarzy.
- Vardes - warknęła. Rozszerzyłem dwa palce tak, że odsłaniały jedno oko i powoli je odtworzyłem. Fran stała i posyłała mi złowrogie spojrzenie. Przysięgam, że gdyby spojrzenie zabijało to leżał bym już trupem na ziemi. Viole zawsze ten czyn z mojej strony rozśmieszał i łagodził sprawę, ale Fran była nieugięta. Za to Diego siedział za Fran i zakrywał dłonią usta, żeby nie wybuchnąć śmiechem.
- Jesteś pieprzonym gówniarzem.. - warknęła, a ja opuściłem dłonie i zacząłem patrzeć w podłogę. Cholera! Ona była gorsza niż moja mama, jak coś przeskrobałem! -.. Pomyślałeś może co robisz?! Co może się przez to stać?! A gdyby w tym momencie coś działo się z Violą?! - podniosłem szybko wzrok i spojrzałem na nią rozszerzonymi ze strachu oczami. Czy coś się stało?! Fran zauważając mój strach złagodniała.
- Wszystko jest w porządku.. - westchnęła- Nadal bez zmian.. Ale czasami rusz tą głową i pomyśl co robisz.. To nie boli - mruknęła cicho i wyszła z kuchni. Diego przestał się chichrać gdzieś tak w połowie przemowy opieprzowej Fran. Miała racje, mogłem myśleć nad tym co robię.. Wyszedłem z kuchni i zadzwoniłem do Germana, zapytać o stan Violi. Powiedział mi, że nadal jest bez zmian. Jutro w południe ma mieć badania i lekarze będą może więcej wiedzieli.
Następnego dnia wstałem wcześnie. Najszybciej jak mogłem ubrałem się i pojechałem do szpitala. Dochodziła godzina 7 i w mieście o dziwo były ogromne korki. Dojazd do szpitala zajął mi 45 minut. Wszedłem do szpitala i skierowałem się na drugie piętro do sali numer 023. Stanąłem jak wryty kilka kroku przed salą. Z daleka było słychać krzyki i różne komendy, ale nie spodziewałem się, że... Lekarze i pielęgniarki biegali w okół łóżka Violetty. Krzyczeli do siebie i wstrzykiwali jej coś.
Najważniejszy organ w jej ciele przestał pracować. Wskaźnik uderzeń serca pokazywał na monitorze poziomą kreskę i wydawał jeden długi pisk. Sam czułem jak by moje serce się zatrzymało.. To nie może być prawda.. Ja nie chcę stracić Violi...
***
tum tum tum! Biedna Viola :c Nie chciałabym być na miejscu Leona :c
Obiecałam, że dodam do końca tygodnia i bardzo proszę! Nie wiem ile jeszcze będzie części, zważywszy na to jak zakończyła się ta :c
~Leon - usłyszałem głos Germana. Nie mogłem wydusić z siebie słowa. Cholernie się bałem - Leon dzwoniłem, ale nie odbierałeś. Angie też dzwoniła ze swojego..
- Czy coś się stało..? - zapytałem cicho.
- Chciałem się tylko zapytać jak z Violą? - z jednej strony odetchnąłem z ulgą...
- Nadal tak samo - ...a z drugiej czułem uścisk w klatce. Westchnąłem rozpaczliwie - Nie wiem dlaczego nadal się nie budzi.. - głos mi zadrżał i musiałem wziąć głęboki wdech. Tylko się teraz nie rozrycz!
- Zobaczysz ona z tego wyjdzie.. Wkrótce się obudzi, wiesz przecież jaka jest wytrzymała - łagodnie się zaśmiał, a mi nie było do śmiechu.
- Taa.. - mruknąłem - Musze kończyć. Jutro dowiem się więcej od lekarzy - nie czekając na odpowiedź z jego strony rozłączyłem się. Napisałem szybko sms'a do Fran, że stan Violi się nie zmienił.
Od Fran:
A z tobą wszystko w porządku?
Do Fran:
W jak najlepszym.
Nie chciałem z nikim rozmawiać. Ubrałem tylko bokserki i luźne dresy i zszedłem na dół. Wziąłem sobie z barku butelkę whisky i nalałem do szklanki. Zrobiłem dwa kroki, ale po dłuższym zastanowieniu, wziąłem butelkę ze sobą i usiadłem na kanapie przed telewizorem. Włączyłem jakiś mecz, który dopiero co się zaczął. Po jakiś dwóch godzinach butelka była opróżniona, a ja śmiałem się jak głupi. Wybuchłem nie kontrolowanym śmiechem gdy piłkarz się wywrócił udając faul. Zrobił to tak sztucznie, że na miejscu sędziego bym go wyśmiał tak, jak ja się śmieje z niego w tej chwili.
Usłyszałem dzwonek do drzwi i zmarszczyłem brwi spoglądając w tamtą stronę.
- Nikogo nie ma w domciu momciu - wrzasnąłem i zaśmiałem się - Z czego ja się do cholery śmieje?- wybuchłem śmiechem i usłyszałem kroki.
- Leon? Co ty robisz?! - obok mnie wyrosła Fran, a za nią Diego.
- Witaj Frytko klepko i Diguś miguś - oparłem głowę na ręce i uśmiechnąłem się do niech głupio. Francesca chwyciła butelkę i spojrzała na mnie z wyrzutem i wściekłością.
- Błagam cię! Nie mów, że wypiłeś całą butelkę! - wrzasnęła, a ja się zaśmiałem.
- Okej - wzruszyłem ramionami - Emm.. To krasnoludek imieniem Bubek, wypił calutką buteleczkę. Widać mu zasmakowała - zaśmiałem się ponownie, a Fran zrobiła się czerwona ze złości.
- Czy ciebie już do końca pogięło!? Jak masz zamiar jutro pojechać do Violi! Przecież będziesz miał takiego kaca, że nie wstaniesz z łóżka!
- To ją przywiozę tutaj - wzruszyłem ramionami. Chciałem wstać, oparłem się ręką o kanapę, ale ręka niespodziewanie zjechała z niej, a ja wylądowałem na ziemi. Zacząłem się śmiać i klepać ręką podłogę.
- Ładne masz butki Frytko - zachichotałem dotykając beżowych botków na korku.
- Diego, pomóż mi proszę go podnieść - poczułem po chwili uścisk na ramieniu.
- Diguś, sam umiem wstać - zaśmiałem się.
- Stary, ale od ciebie jedzie - mruknął, gdy byliśmy na równi.
- Wiesz, trochę mi nie dobrze.. - zmarszczyłem brwi, a zaraz zgiąłem się w pół i zwymiotowałem na podłogę.
- Ups.. Trochę się ulało.. - westchnąłem prostując się - Chce mi się spać... Głowa mnie boli.. - mruknąłem i oparłem się na jego ramieniu - Diguś, możemy nie mówić o tym Violi... Będzie zła, że zabrudziłem jej dywan.. - dokończyłem cicho i po chwili była już tylko ciemność.
***
Poczułem straszny ból głowy. Czułem się jak by mnie ciężarówka przejechała, jakieś kilka razy pod rząd.
- Ugh... - jęknąłem i próbowałem się ruszyć, ale to nic nie dało. W dodatku nic nie widziałem!
- Ciemno... Nic nie widzę! - powiedziałem przerażony.
- Może spróbuj otworzyć oczy? - usłyszałem jakiś głos. Uniosłem jedną powiekę, którą zaraz zamknąłem.
- Zgaś to słońce! - warknąłem głośno i od razu tego pożałowałem - Łeb mi pęka.. - jęknąłem niezadowolony.
- Gościu, marudzisz gorzej niż baba, jak ma okres - Diego zaśmiał się.
- Która godzina? - zapytałem nadal z zamkniętymi oczami. W ogóle co on tu robi?
- Dochodzi 13 .. - usłyszałem tą odpowiedź po kilku sekundach.
- Hmm.. 13 powiadasz... - mruknąłem. Zaraz! - Cholera! - szeroko otworzyłem oczy i nie przejmując się bólem głowy i lekkimi zawrotami, wstałem - Violetta! Szpital! Przecież powinienem być tam od kilku godzin! - wrzasnąłem i skrzywiłem się z bólu. Chciałem stanąć na równe nogi, ale Diego znów posadził mnie na łóżku.
- Nigdzie nie idziesz - warknął.
- Co?! Chyba cię..
- Śmierdzi od ciebie na kilometr! Wiesz jak się wczoraj schlałeś?! - był zły, to mało powiedziane.
- Ale muszę do niej iść...
- Nie! Nigdzie nie idziesz. Zresztą i tak by cię nie wpuścili, bo tak mocno od ciebie jedzie - zlustrował mnie wzrokiem i skrzywił się - German z Angie z nią siedzą, a później jeszcze Lu do niej pojedzie... - miałem ochotę dać sobie kopa w dupę. Jak ja mogłem do tego doprowadzić?! Wkurzony wszedłem do łazienki i wziąłem szybki prysznic. Ubrałem dresy i luźną czarną bluzkę, na krótki rękaw. Zszedłem na dół i wszedłem do kuchni. Moim oczom ukazała się wkurzona Francesca, która chodziła po kuchni i coś przygotowywała. Widać było jak mocno wkurzona była. Diego siedział przy wysepce i popijał jakiś napój. Kaszlnąłem sztucznie i wszedłem głębiej. Brunetka odwróciła się w moją stronę i posłała mi złowrogie spojrzenie. Otworzyłem szafkę z lekami i wziąłem tabletkę przeciw bólową. Nalałem wody do szklanki i wypiłem ją duszkiem, wraz z tabletką. Oczywiście przeciągałem to picie, gdyż nie chciałem się spotkać twarzą w twarz z wybuchającym wulkanem- czytaj Francesca- Wziąłem wdech i schowałem twarz w moich dłoniach, mocno zaciskając oczy. Odwróciłem się w jej stronę, nadal trwając z dłońmi przy twarzy.
- Vardes - warknęła. Rozszerzyłem dwa palce tak, że odsłaniały jedno oko i powoli je odtworzyłem. Fran stała i posyłała mi złowrogie spojrzenie. Przysięgam, że gdyby spojrzenie zabijało to leżał bym już trupem na ziemi. Viole zawsze ten czyn z mojej strony rozśmieszał i łagodził sprawę, ale Fran była nieugięta. Za to Diego siedział za Fran i zakrywał dłonią usta, żeby nie wybuchnąć śmiechem.
- Jesteś pieprzonym gówniarzem.. - warknęła, a ja opuściłem dłonie i zacząłem patrzeć w podłogę. Cholera! Ona była gorsza niż moja mama, jak coś przeskrobałem! -.. Pomyślałeś może co robisz?! Co może się przez to stać?! A gdyby w tym momencie coś działo się z Violą?! - podniosłem szybko wzrok i spojrzałem na nią rozszerzonymi ze strachu oczami. Czy coś się stało?! Fran zauważając mój strach złagodniała.
- Wszystko jest w porządku.. - westchnęła- Nadal bez zmian.. Ale czasami rusz tą głową i pomyśl co robisz.. To nie boli - mruknęła cicho i wyszła z kuchni. Diego przestał się chichrać gdzieś tak w połowie przemowy opieprzowej Fran. Miała racje, mogłem myśleć nad tym co robię.. Wyszedłem z kuchni i zadzwoniłem do Germana, zapytać o stan Violi. Powiedział mi, że nadal jest bez zmian. Jutro w południe ma mieć badania i lekarze będą może więcej wiedzieli.
Następnego dnia wstałem wcześnie. Najszybciej jak mogłem ubrałem się i pojechałem do szpitala. Dochodziła godzina 7 i w mieście o dziwo były ogromne korki. Dojazd do szpitala zajął mi 45 minut. Wszedłem do szpitala i skierowałem się na drugie piętro do sali numer 023. Stanąłem jak wryty kilka kroku przed salą. Z daleka było słychać krzyki i różne komendy, ale nie spodziewałem się, że... Lekarze i pielęgniarki biegali w okół łóżka Violetty. Krzyczeli do siebie i wstrzykiwali jej coś.
Najważniejszy organ w jej ciele przestał pracować. Wskaźnik uderzeń serca pokazywał na monitorze poziomą kreskę i wydawał jeden długi pisk. Sam czułem jak by moje serce się zatrzymało.. To nie może być prawda.. Ja nie chcę stracić Violi...
***
tum tum tum! Biedna Viola :c Nie chciałabym być na miejscu Leona :c
Obiecałam, że dodam do końca tygodnia i bardzo proszę! Nie wiem ile jeszcze będzie części, zważywszy na to jak zakończyła się ta :c
niedziela, 29 marca 2015
One Shot "Remember me" cz. I
- Leon, za chwilę będę. Nie panikuj - zaśmiała się głośno.
- Jak można tak długo być na zakupach? - zapytał niezadowolony. Jego głos rozniósł się po wnętrzu auta.
- Ehh...Wiesz jak jest z Lu.. Jak zobaczy tylko sklepy, to wpada w szał..- zaśmiała się delikatnie.
- No takt.. Violu, błagam bądź już, teraz, natychmiast.. Chcę się do ciebie przytulić - westchnął.
- Chcesz, żebym się gdzieś rozbiła po drodze? - zaśmiała się.
- Nie! Nawet tak nie mów! Lepiej jedź powoli i ostrożnie - ostrzegł ją. Auto stanęło na czerwonym świetle, a Viola patrzała się z uśmiechem na ekran telefonu, na którym widniało zdjęcie jej ukochanego.
- Skarbie, będę za chwilę. Kocham cię..
- Dobra.. - mruknął - Będę czekał - westchnął i się rozłączył.
~~~~
Obudziłem się lekko odrętwiały. Poniosłem wzrok i od razu ujrzałem twarz Violi. Miała zamknięte oczy i była podłączona o tych wszystkich cholernych przyrządów. Ten sen nawiedza i odtwarza mi się w mojej głowie od czasu tego wypadu. Czyli od 12 dni. Minęło 12 dni, 288 godzin, 17,280 minut i 1,036,800 sekund. W ostatniej rozmowie nie powiedziałem jej, że ją kocham. Nie odpowiedziałem jej. Powiedziała mi, że mnie kocha, a ja nie odpowiedziałem. Przez te 12 dni, co chwilę mówię jej, jak bardzo ją kocham z nadzieją, że jednak mnie usłyszy.
Gdyby nie ten pieprzony, pijany kierowca ciężarówki, nie wjechał w moją Viole, to nic by jej nie było. Dojechałaby bezpiecznie do domu. Cholera! Przecież mogłem z nią jechać. Mogłem wcześniej wyjechać z nią z tych sklepów.
- Skarbie, proszę cię obudź się... - mój głos po każdym słowie się coraz bardziej załamywał - Tak bardzo cię przepraszam...
Usłyszałem, jak ktoś otwiera drzwi. Lekko odwróciłem się w tamtym kierunku i spojrzałem na pielęgniarkę.
- Proszę pana, jest już 19.30... Już spory czas po odwiedzinach i.. - nie wiedziała co dalej mówić. Kiwnąłem głową i odwróciłem się do Violi. Musnąłem jej usta, a następnie czubek głowy.
- Przyjdę jutro, kochanie.. - ścisnąłem jej dłoń - Kocham cię - przejechałem po jej włosach i wyszedłem z sali. Pielęgniarka posłała mi współczujące spojrzenie, na które nie odpowiedziałem. Wyszedłem ze szpitala i pojechałem do mieszkania.
Otworzyłem drzwi dużego domu. NASZEGO domu. Stanąłem w drzwiach i zapaliłem światło. Rozejrzałem się po pustym i cichym domu. Gdy jej ty nie ma jest strasznie cicho, zbyt cicho. To jest strasznie przytłaczające. Nie widzę jak biega po domu, jak wychodzi z łazienki, a kropelki wody spakują jej z wilgotnego ciała, jak krząta się po kuchni i pichci pyszny obiad, jak leży na kanapie i wczytuje się w ulubioną książkę. Nie słyszę jak jej śliczny głos rozbrzmiewa po pomieszczeniach, jak dźwięk pianina uspokaja mnie i wycisza, jak jej ciche śpiewy kładą mnie do snu, jak jej śmiech przyspiesza bicie mojego serca. Te wszystkie dni to dla mnie wieczność. Przez całe dnie przesiaduje w szpitalu. Budzę się z nadzieją, że dziś jest dzień w którym ona się obudzi, a gdy wracam do pustego domu czuję się zawiedziony, samotny, pozbawiony radości. Chciałbym znów ujrzeć jej prześliczne, błyszczące oczy i poczuć ten przyjemny dotyk i zapach. Chciałbym znów z nią rozmawiać i dzielić myślami albo snami tak, jak robiliśmy to każdego ranka. Chciałbym budzić się i robić jej śniadanie do łóżka, żeby móc ujrzeć jej cudowny uśmiech, którego tak bardzo mi brakuje.
Wchodząc do sypialni, ściągam swoją koszulkę, spodnie, skarpetki tak, że zostaje w samych bokserkach i kładę się na łóżko. Spoglądam na puste miejsce obok mnie i ze smutkiem odwracam głowę w stronę sufitu. Wstałem z łóżka i podszedłem do szafy. Otworzyłem część Violi i przejechałem dłonią po jej ciuchach. Chwyciłem w dłonie jej jasny sweterek i przyciągnąłem go do siebie. Z powrotem wróciłem do łóżka i z przyciśniętym swetrem do policzka, próbowałem zasnąć.
Po jakiś 3-4 godzinach spania, wstałem i poszedłem pod szybki prysznic. O godzinie 7 wszedłem w samych bokserkach do kuchni i nalałem sobie soku. Wypiłem duszkiem szklankę i ruszyłem z powrotem do sypialni się ubrać. Przeszedłem do garderoby i wziąłem białą bluzkę, czarną bluzę i ciemne spodnie. Ubrałem się szybko, umysłem zęby i pojechałem do szpitala. Po drodze wjechałem do kwiaciarni i kupiłem bukiet tulipanów. Jedne z ulubionych kwiatów Violi. Po 30 minutach szedłem już w kierunku jej sali. Kiwnąłem głową w kierunku jednej z pielęgniarek Violi i wszedłem do sali numer 023. Zamknąłem powoli i cicho drzwi z podszedłem do jej łóżka.
- Kupiłem ci dzisiaj tulipany - delikatnie się uśmiechnąłem. Musnąłem jej policzek i odkładając kwiaty, usiadłem na krześle obok łóżka. Powoli, jakby bojąc się, że mogę jej coś zrobić, chwyciłem jej rękę i zacząłem zataczać delikatnie małe kółeczka na wierzchu jej dłoni.
- Wiesz, dzisiaj znów nie mogłem spać... Cały czas brakuje mi ciebie obok.. - nachyliłem się na nią i uniosłem jej rękę. Musnąłem wargami jej dłoń i przejechałem opuszkiem palca po jej policzku.
- Nawet nie wiesz ile bym dał, żebyś się w końcu obudziła, kochanie... - szepnąłem cicho i czekałem na jakąś reakcję z jej strony, której i tak się w ogóle nie doczekałem.
- Jak można tak długo być na zakupach? - zapytał niezadowolony. Jego głos rozniósł się po wnętrzu auta.
- Ehh...Wiesz jak jest z Lu.. Jak zobaczy tylko sklepy, to wpada w szał..- zaśmiała się delikatnie.
- No takt.. Violu, błagam bądź już, teraz, natychmiast.. Chcę się do ciebie przytulić - westchnął.
- Chcesz, żebym się gdzieś rozbiła po drodze? - zaśmiała się.
- Nie! Nawet tak nie mów! Lepiej jedź powoli i ostrożnie - ostrzegł ją. Auto stanęło na czerwonym świetle, a Viola patrzała się z uśmiechem na ekran telefonu, na którym widniało zdjęcie jej ukochanego.
- Skarbie, będę za chwilę. Kocham cię..
- Dobra.. - mruknął - Będę czekał - westchnął i się rozłączył.
~~~~
Obudziłem się lekko odrętwiały. Poniosłem wzrok i od razu ujrzałem twarz Violi. Miała zamknięte oczy i była podłączona o tych wszystkich cholernych przyrządów. Ten sen nawiedza i odtwarza mi się w mojej głowie od czasu tego wypadu. Czyli od 12 dni. Minęło 12 dni, 288 godzin, 17,280 minut i 1,036,800 sekund. W ostatniej rozmowie nie powiedziałem jej, że ją kocham. Nie odpowiedziałem jej. Powiedziała mi, że mnie kocha, a ja nie odpowiedziałem. Przez te 12 dni, co chwilę mówię jej, jak bardzo ją kocham z nadzieją, że jednak mnie usłyszy.
Gdyby nie ten pieprzony, pijany kierowca ciężarówki, nie wjechał w moją Viole, to nic by jej nie było. Dojechałaby bezpiecznie do domu. Cholera! Przecież mogłem z nią jechać. Mogłem wcześniej wyjechać z nią z tych sklepów.
- Skarbie, proszę cię obudź się... - mój głos po każdym słowie się coraz bardziej załamywał - Tak bardzo cię przepraszam...
Usłyszałem, jak ktoś otwiera drzwi. Lekko odwróciłem się w tamtym kierunku i spojrzałem na pielęgniarkę.
- Proszę pana, jest już 19.30... Już spory czas po odwiedzinach i.. - nie wiedziała co dalej mówić. Kiwnąłem głową i odwróciłem się do Violi. Musnąłem jej usta, a następnie czubek głowy.
- Przyjdę jutro, kochanie.. - ścisnąłem jej dłoń - Kocham cię - przejechałem po jej włosach i wyszedłem z sali. Pielęgniarka posłała mi współczujące spojrzenie, na które nie odpowiedziałem. Wyszedłem ze szpitala i pojechałem do mieszkania.
Otworzyłem drzwi dużego domu. NASZEGO domu. Stanąłem w drzwiach i zapaliłem światło. Rozejrzałem się po pustym i cichym domu. Gdy jej ty nie ma jest strasznie cicho, zbyt cicho. To jest strasznie przytłaczające. Nie widzę jak biega po domu, jak wychodzi z łazienki, a kropelki wody spakują jej z wilgotnego ciała, jak krząta się po kuchni i pichci pyszny obiad, jak leży na kanapie i wczytuje się w ulubioną książkę. Nie słyszę jak jej śliczny głos rozbrzmiewa po pomieszczeniach, jak dźwięk pianina uspokaja mnie i wycisza, jak jej ciche śpiewy kładą mnie do snu, jak jej śmiech przyspiesza bicie mojego serca. Te wszystkie dni to dla mnie wieczność. Przez całe dnie przesiaduje w szpitalu. Budzę się z nadzieją, że dziś jest dzień w którym ona się obudzi, a gdy wracam do pustego domu czuję się zawiedziony, samotny, pozbawiony radości. Chciałbym znów ujrzeć jej prześliczne, błyszczące oczy i poczuć ten przyjemny dotyk i zapach. Chciałbym znów z nią rozmawiać i dzielić myślami albo snami tak, jak robiliśmy to każdego ranka. Chciałbym budzić się i robić jej śniadanie do łóżka, żeby móc ujrzeć jej cudowny uśmiech, którego tak bardzo mi brakuje.
Wchodząc do sypialni, ściągam swoją koszulkę, spodnie, skarpetki tak, że zostaje w samych bokserkach i kładę się na łóżko. Spoglądam na puste miejsce obok mnie i ze smutkiem odwracam głowę w stronę sufitu. Wstałem z łóżka i podszedłem do szafy. Otworzyłem część Violi i przejechałem dłonią po jej ciuchach. Chwyciłem w dłonie jej jasny sweterek i przyciągnąłem go do siebie. Z powrotem wróciłem do łóżka i z przyciśniętym swetrem do policzka, próbowałem zasnąć.
Po jakiś 3-4 godzinach spania, wstałem i poszedłem pod szybki prysznic. O godzinie 7 wszedłem w samych bokserkach do kuchni i nalałem sobie soku. Wypiłem duszkiem szklankę i ruszyłem z powrotem do sypialni się ubrać. Przeszedłem do garderoby i wziąłem białą bluzkę, czarną bluzę i ciemne spodnie. Ubrałem się szybko, umysłem zęby i pojechałem do szpitala. Po drodze wjechałem do kwiaciarni i kupiłem bukiet tulipanów. Jedne z ulubionych kwiatów Violi. Po 30 minutach szedłem już w kierunku jej sali. Kiwnąłem głową w kierunku jednej z pielęgniarek Violi i wszedłem do sali numer 023. Zamknąłem powoli i cicho drzwi z podszedłem do jej łóżka.
- Kupiłem ci dzisiaj tulipany - delikatnie się uśmiechnąłem. Musnąłem jej policzek i odkładając kwiaty, usiadłem na krześle obok łóżka. Powoli, jakby bojąc się, że mogę jej coś zrobić, chwyciłem jej rękę i zacząłem zataczać delikatnie małe kółeczka na wierzchu jej dłoni.
- Wiesz, dzisiaj znów nie mogłem spać... Cały czas brakuje mi ciebie obok.. - nachyliłem się na nią i uniosłem jej rękę. Musnąłem wargami jej dłoń i przejechałem opuszkiem palca po jej policzku.
- Nawet nie wiesz ile bym dał, żebyś się w końcu obudziła, kochanie... - szepnąłem cicho i czekałem na jakąś reakcję z jej strony, której i tak się w ogóle nie doczekałem.
***
Tam, tam, tam! Napisałam dla was One Shot z okazji 150 tys wyświetleń!! Boże to jest jakieś szaleństwo! Bardzo wam dziękuje, za tyle wyświetleń i jestem bardzo ale to bardzo wam wdzięczna! Gdyby nie wy, to nigdy bym nie zaczęła pisać, a szczególnie bym nie kontynuowała tego co robię i nie odniosła takiego sukcesu. Dla niektórych to może nic, ale dla mnie to naprawdę dużo. Wszystko zaczęło się od tego bloga, od was, czyli moich pierwszych czytelników. Dzięki wam zaczęłam dalej pisać, coraz to więcej. Na wattpadzie prowadzę już dwie książki, a w zanadrzu mam jeszcze kilka.
Nie wiem jak mam wam dziękować, za to że jesteście. Jesteście na prawdę niesamowici! Trochę ciężko będzie mi się rozstawać z tym blogiem ale kiedyś będzie trzeba :c
Ps. W tych obliczeniach godzin, minut i sekund, tam na początku mogłam się pomylić w obliczeniach za co przepraszam. Cóż matematyczką to ja nie jestem :D
Ps. W tych obliczeniach godzin, minut i sekund, tam na początku mogłam się pomylić w obliczeniach za co przepraszam. Cóż matematyczką to ja nie jestem :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)